wtorek, 13 grudnia 2011

Współczucie

Zawsze pouczające jest obserwowanie bojowników o wolność, którzy przeistaczają się w ciemiężycieli, podobnie też pouczające jest obserwowanie ofiar, które zmieniają się w oprawców.

Być może nie chodzi w tym o jakieś większe szaleństwo, ale o zwykłą równowagę, której zazwyczaj potrzebuje nasza natura – o naturalne przepływy energii poruszającej przedmioty. Można to nazwać sprężynowaniem lub ruchem wahadłowym – jak kto woli.

Oczywiście zasada ta działa także w druga stronę – istnieje duże prawdopodobieństwo, że niegdysiejsi ciemiężyciele będą mogli w pewnych okolicznościach zaistnieć jako wybawcy, zaś bycie katem ma w sobie prawie pewną obietnicę bycia skazańcem. I tak dalej, i tak dalej – przerabialiśmy to wielokrotnie.

Pewien problem polega na tym, że tak jak do zaistnienia oprawcy potrzebna jest przysłowiowa małpa do dręczenia, tak nie da się być taką nieszczęsną małpą, nie posiadając swojego dręczyciela. I jeżeli go nie ma, lukę musi uzupełnić przyroda. Tworzenie oprawców w sposób, który nie podkopuje integralności naszej cywilizacji poprzez masowe tworzenie ex nihilo zbieraniny zadeklarowanych sadystów i psychopatów zazwyczaj polega na bardzo prostej mechanice – przeniesieniu i uwewnętrznieniu cudzej krzywdy pozwalającej zidentyfikować się z losem ofiary. A zatem – aby być katem, trzeba być człowiekiem zdolnym do współczucia. Albo inaczej – współczucie jest szczególną predyspozycją przyszłego kata.

Wbrew wszelkim oczekiwaniom nie płynie z tego żaden morał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz