czwartek, 13 września 2012

Skuteczność

Co chciałeś uzyskać, czy w ogóle chciałeś coś osiągnąć? Przecież od samego początku było absolutnie jasne, że świat, w którym przyszło ci istnieć, zna jedną cnotę: skuteczność. To ona leży u podstaw wszelkich innych powszechnie poważanych cnót, to ona wartościuje przymioty naszej natury, składając na szalach wagi dobrego i złego rozmaite urzeczywistnienia ludzkich pragnień.

Nikt nie ceni męczenników, których krew nie uświęciła w oczach ludu jakiejś idei. Nikt nie ceni poetów, których pieśni nie podchwycił tłum. To jest nawet górnolotnie powiedziane, bo przecież do żadnej z tych ról, jak i do żadnej roli w ogóle, nie aspirowałeś, wybierając bierność. A zatem: nikt nie poważa drzew, które nie rzucają gęstego cienia i rzek, które nie dają obfitości ryb, podobnie jak kotów, niezainteresowanych łowieniem myszy i szczurów. Niespełnienie zawsze zasługuje na milczącą pogardę. A więc: na co liczyłeś, odmawiając współudziału w tym karnawale urzeczywistnień? Czego oczekiwałeś, wznosząc wokół siebie mur godnego wycofania, wewnątrz którego istnieje jedynie intymna spekulatywność? Czego chciałeś, ostentacyjnie nie chcąc uczyć się posługiwania mechaniką działań, choć tak dobrze przejrzałeś jej zasady?

Nie chciałeś się o nic bić, nawet za własną sprawę, uznawszy własne za cudze. Nie chciałeś o nic zabiegać, obwieszczanie się krzykiem uznawałeś za poniżające; zawsze wybierałeś szept.

Ukrywasz twarz w dłoniach, przemykasz w cieniu, zobojętniały na to, do czego doprowadzą twoje działania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz