sobota, 1 grudnia 2012

Papier

Papierowe ludziki, pieczołowicie wycinane, leżą układane na małych, równych stosikach. Szuflada zamyka się, światło gaśnie, celulozowy sen przychodzi na tę jedną, szczególną noc - jedyną noc życia.

Mają piękne twarze, nie szczegółowe, nie szczególnie realistyczne, ale wyrażające pełnię szczęścia, idealną imitację emocji. Małe, niewinne kreski układające się w obraz spełnienia, osiągniętego w mgnieniu oka dzięki wprawnym rączkom dziecka powołującego je do życia. Posiadają swoje imiona i choć leżą na małych, równych stosikach, ich kolorowe, barwione kredkami stroje są jak wytworne kreacje, zaś ich bezruch jest pełen gracji i harmonii, niczym wspaniały taniec na pięknym balu.

Śnią o papierowych słońcach, o papierowych ideach, zaś ich twarzyczki niepostrzeżenie nabierają barw miliona tęcz.

Przez jedną noc swego życia bezgłośnie rozprawiają o Wielkich Sprawach, o Wielkich Planach, o Wielkim Świecie, który otwiera szeroko ramiona.

Będą palić się cicho w papierowych domkach, pożerane przez ogień będą giąć się, marszczyć i zmieniać w popiół. Dziecko swoimi wielkimi, niewinnymi oczami będzie patrzyć na tę zagładę i podsycać ją, zafascynowane tą małą śmiercią, w której łączyć będzie się spokój papierowej bierności z dynamiką ognia. Będą płonąć chwilę, a wraz z nimi spłoną papierowe słońca i papierowe idee, a Wielki Świat, który otwierał tak szeroko ramiona, przyjmie w siebie popiół i dym, tak jak matka, która tuląc dziecko, układa je do snu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz