czwartek, 7 marca 2013

Ogłupienie jednością

Nie istnieje wiele idei bardziej przerażających od idei wspólnoty, tej obezwładniającej magmy, w której rozpływa się wszelka indywidualność. Jakakolwiek forma uczestnictwa we wspólnocie dla jednostki z silnie rozwiniętą podmiotowością staje się, prędzej czy później, doświadczeniem gwałtu – wielokrotnego, nieustającego poniżenia i przemocy.

Nic nie zobojętnia (w sensie współodczuwania) tak bardzo na inność jak wspólnota, nakładająca na wszelkie rzeczy tego świata zestawy spreparowanych wcześniej masek, opasek z wypisanymi kategoriami wartości, które w swojej istocie nie różnią się wiele od opasek, jakimi znakowano ludność żydowską w okresie wojny. Nic też z równą łatwością nie uprawomocnia przemocy – jeżeli wspólnota ma trwać, tym bardziej drastyczne będą środki, jakimi będzie bronić swojej integralności.

Czasami wydaje się, że wspólnota to jakiś zewnętrzny, autonomiczny byt; niematerialna, choć żywa, pasożytnicza idea, która dokonuje, dla własnego przetrwania i powielenia, ubezwłasnowolnienia podległych jednostek – zupełnie jak pewien gatunek grzyba, infekujący i przejmujący kontrolę nad układem nerwowym pewnego gatunku mrówek. Zupełnie jak toksoplazmoza, dzięki której szczury, będące jej nosicielami, wabi zapach kociego moczu.

Mógłbym napisać, w dość osobistych słowach, że ilekroć uczestniczyłem – lub usiłowałem uczestniczyć – we wspólnocie, nie mogłem się pozbyć dojmującego uczucia zanegowania mnie samego, unieważnienia mnie celem uczynienia ze mnie wyraziciela jasno sformatowanych myśli, wykonawcę jasno sprecyzowanych zachowań, nie będących moimi myślami i moimi zachowaniami. Wtłaczano we mnie potrzeby, nie będące moimi potrzebami, zmuszano mnie do żalu nie będącego moim żalem, nakazywano mi się śmiać z rzeczy, które nigdy nie wydawały mi się śmieszne, a także szanować to, co nigdy nie było dla mnie godne poszanowania.

Być może przesadzam, organicznie nie potrafiąc wyjść poza własną perspektywę. Wielu ludzi indywidualność traktuje jako wielką zdobycz kultury. W chwilach zwątpienia lub trzeźwości myśli, wydaje mi się, że być może indywidualność to jakiś wybryk natury, nowotworowy odprysk na zdrowej tkance jedności. Być może przemoc, jakiej doświadcza się w swojej podmiotowości, jest jedynie reakcją immunologiczną tego wielkiego organizmu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz