niedziela, 10 marca 2013

Wygasanie

Kilka lat temu, w marcowy dzień, umarła matka mojej matki. Jej agonia trwała tygodniami, podczas których kolejne obszary jej ciała i jaźni odłączały się, wygasając. Jej stare ciało było jak faktoria, jak przedsiębiorstwo skazane na bankructwo; jak rzemieślnik, którego zakład wpadł w spiralę upadku, w jego błędne koło. Przesypiała zrazu całe dnie; tłumaczyliśmy to sobie tym, że oszczędza siły, że oszczędza resztki energii, jakie zostały w jej ciele i jakie będą wykorzystywane, zanim dusza zdecyduje się przywdziać nowe szaty, wcielić w nowe formy. Zamazywaliśmy perspektywę końca, wikłając się w czystą teraźniejszość. Później coś się zmieniło i babka budziła się co kilkanaście – kilkadziesiąt minut. Wstawała ze swego posłania i chodziła za potrzebą, zrywając z kalendarza kolejne kartki, jako że była przekonana, że pomiędzy kilkudziesięcioma minutami jej snu mijały dni.

Być może podczas tych ciemnych chwil sny sugerowały jej taki upływ czasu; być może w jej ostatnich snach wskazówki zegarów pokonywały wielkie odległości, zatapiając się coraz bardziej w arktyczną biel i mróz. Odeszła właśnie we śnie – być może na stałe w nim utknęła, być może uwięzła w wygasającym śnie, w śnie o zbliżaniu się do czarnej, cienistej bramy ukrytej w labiryncie korytarzy starego domu; do bramy w którą żaden promień światła nie był w stanie wniknąć, by rozjaśnić choć jeden szczegół tego, co kryło się głębiej. Być może śniła o wkraczaniu w tę pustkę, a kiedy zostawiła za sobą próg – jej sen zaprzeczył sam sobie, a ponieważ była w nim, zaprzeczył również jej.

W takich chwilach muszę się zastanowić, co zrobić z własnym ciałem, kiedy już się zużyje. Czasami myślę sobie, że powinienem wyczuć moment i ostatkiem sił, tak jak czynią to niektóre zwierzęta, oddalić się w sobie tylko znane miejsce, rozebrać się do naga, usiąść w trawie lub śniegu, zamknąć oczy i powoli oddalać się w stronę ciszy. Oddać swoje ciało naturze, bez zbędnych formalności, bez protokołu żałoby, bez inwentaryzacji tkanek oddanych na przemiał i bez żadnych dodatkowych działań – po prostu zwrócić całą zagarniętą, zapożyczoną materię z której zostałem zbudowany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz