wtorek, 4 czerwca 2013

Nie mam nic na swoją obronę

Nie mam nic na swoją obronę. Nie mam argumentów, nie mam adwokatów, nie mam klakierów, nie mam popleczników, nie mam świadków. Nie mam nawet wyrzutów sumienia. Prokurator poszedł szukać ciekawszych zajęć, sędzia, znudzony, oddalił się do domu. Strażnicy udali się do piwiarni. Mimo to proces trwa i zostałem sam na sali rozpraw.

Nie mam za sobą publiczności, nie mam za sobą telewizji, nie mam za sobą wielkich nagłówków na pierwszych stronach gazet i małych wzmianek na ostatnich stronach gazet. Nie mam niczyjego głosu, niczyich rąk, choćby najskromniejszy tłum nie skanduje na dziedzińcu – nikt nie żąda mojego uwolnienia, nikt nie żąda mojej głowy.

Wielcy tego świata nie wiedzą o mojej sprawie i mali tego świata też nie wiedzą o mojej sprawie. Nie mam nawet wrogów, których wściekłość jakoś by wszystko tłumaczyła.

Mówię: ci, którzy chcą naprawiać świat, są jak lekarze, którzy mogliby powiedzieć: operacja się udała, ale pacjent zmarł.
Mówię: lepiej nie mieć poglądów, jeżeli nie chce się mieć krwi na rękach.
Mówię: jeżeli żyjemy w przestrzeni, to dyskusja o ramach wolności jest dyskusją o wielkości spacerniaka, po którym drepczemy w kółko, przekonani o pokonywaniu olbrzymich dystansów.

Ściany pustego pokoju odbijają moje słowa jak chłopcy, grający piłką posklejaną z strzępów gazet.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz