piątek, 21 lutego 2014

Dystymia

Nie zawsze ciemność, na ogół szarość, jak nie kończąca się zima, podczas której z nieba zamiast śniegu pada popiół. I dojmujący brak słów, smakująca zmęczeniem pustka na końcu języka.

Twarz jak maska niezdolna do grymasów, pajęczyny na oczach, piach pod powiekami. Mówi się: taki już jestem. Taka jest moja natura. Taki mam charakter, takie usposobienie. Ten czarny szlam płynie we mnie od zawsze. Zostawcie mnie w spokoju.

Okoliczności czasami otwierają nowe, czarne wywierzyska i wtedy wszyscy odwracają głowy w drugą stronę. Kiedy ciemne strumienie z czasem wyschną, ludzie mówią: widzę, że jest już lepiej. Polepszyło ci się. Fajnie, szkoda czasu na smutek.

Nie słyszą tego czarnego szumu, ukrytego za kamiennymi rysami.

W tym czarnym szumie jest tylko pustka, smakująca zmęczeniem pustka spływająca na język jak flegma. Niektórzy pytają: dlaczego? Nie ma nic gorszego niż takie pytanie - bije się tylko głową w mur poczucia winy, wypluwając własne zęby jak głoski pozbawione sensu.

4 komentarze:

  1. "zostawcie mnie w spokoju, ale nie odchodźcie, nie przestawajcie istnieć, gdzieś tam, w niezmierzonej czasoprzestrzeni, niech aby świadomość waszego bytu we mnie się jeszcze tli, albo niech istnieć przestanie mój byt..."

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznaję się do ignorancji (lub sklerozy) - czyj cytat?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to nie jest żadna ignorancja :) zacytowałam samą siebie z czegoś, co napisałam niedawno, zgrało się to z czasem, kiedy przeczytałam ten wpis u Ciebie. podobne nastroje, nie mogłam się powstrzymać, aby tego w ten sposób nie skomentować.

      Usuń
  3. Jak to mawia młodzież, "jakie życie, taki rap". Ten "nastrój" trwa w moim wypadku już około 13-14 lat; powiedziałbym, że nieco przewlekły:]

    OdpowiedzUsuń