czwartek, 11 września 2014

Niewłaściwy człowiek w niewłaściwym miejscu

Być może największym nieszczęściem człowieka wyposażonego w zmysł ironii jest zdolność jednoczesnego bycia widzem i uczestnikiem własnej katastrofy – zdolność bycia kimś, kto w pełni świadomie rozpoznaje siatkę absurdalnych i tragicznych zależności, jakie zazwyczaj dostrzega się wyłącznie wobec innych – gdyż właśnie w ironii ja staje się tym innym. Skutkiem tego jest pewien paradoks: ironista jednocześnie zacieśnia związek z samym sobą, jako z przedmiotem własnej obserwacji, jednocześnie rozluźniając związek z samym sobą jako tym, co objawia się jako inne.

Ironia, spiętrzająca aż po kres znaczenia przewrotności pomiędzy znaczącym i znaczonym, jest przez to drogą w jedną stronę – nie da się, raz rozpoznawszy własne życie jako zestaw nieuporządkowanych, niejednoznacznych uwikłań (przy czym w ironii jednym z uwikłań staje się także to dystansujące rozpoznanie) oraz siebie samego jako poboczny, mało istotny element tej siatki, wrócić do istnienia nieironicznego, w którym koleje wydarzeń życiowych – pozytywnych bądź negatywnych, radosnych albo smutnych – określają charakter autoidentyfikacji, w której istnieje pełna zgodność pomiędzy aktualnym stanem procesu identyfikowania a tymczasowymi okolicznościami. Wraz z rozwojem ironii bezpowrotnie traci się niewinność.

Ironista, dostrzegający wszędzie gry znaczeń, kwestionujący – co jest chyba najgorszym – jedyność tych znaczeń, zawsze jest niewłaściwym człowiekiem w niewłaściwym miejscu i o niewłaściwym czasie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz