poniedziałek, 7 października 2019

O krwi

Bardzo długo gryzłem się w język i bardzo mocno. Teraz krew w każdym słowie.

A przecież – uczono mnie – trzeba uregulować koryto, którym płynie ta rzeka, trzeba postawić betonowe płyty na brzegach, by strumień był wartki i przejrzysty. Więc nauczyłem się mówić tak, żeby w tym czerwonym bulgotaniu, w tym mieleniu zmasakrowanego języka obijającego się o poczerniałe od skrzepów zęby i wargi, dało się rozpoznać słowa.

I to jest właśnie to, co wszyscy słyszą: słowa.

Więc mówią: to nic innego niż słowa. Jak bańki mydlane: nie zostaje po nich nic.

A ja mówię: to nic innego niż krew. Zostaje po nich brunatniejący ślad, czasami czarna grudka, czasami zapach żelaza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz