piątek, 19 sierpnia 2016

Rozmowa w "Misterium Grozy"

Zupełnie zapomniałem zapowiedzieć tutaj, a przecież do rozmowy na falach Radia Panteon w audycji "Misterium Grozy" zaprosił mnie Krzysztof "Korsarz" Biliński. Ucięliśmy sobie miłą pogawędkę, którą można odsłuchać pod poniższym linkiem. Wśród tematów rozmowy pojawił się i Thomas Ligotti, i ostatnia "Histeria", i temat pewnej jednej nagrody, po której w "branżowych" dyskusjach zwykłem jeździć walcem, i trochę o planach wydawniczych.

wtorek, 26 lipca 2016

Nowa Histeria

Uprzejmie informuję, że można już pobrać lipcowe wydanie Magazynu Histeria, w którym znajduje się opowiadanie Thomasa Ligottiego Koszmarna sieć, w moim tłumaczeniu, dedykowane mistrzowi weird teksty konkursowe oraz nowe opowiadanie mojego autorstwa - Dom pana Motta oraz krótki artykuł o horrorze korporacyjnym.

poniedziałek, 11 lipca 2016

Nie ma wędrowca

Myślę, że mogę już ogłosić: Nie ma wędrowca ukaże się na jesień nakładem C&T, w serii "Biblioteka Grozy". Okładkę maluje Kaja Kasprowicz, nieocenioną pracę redakcyjną wykonał Mateusz Kopacz. Powieść nie będzie długa, ok 16o-176 stron. Póki nie ma okładki, wrzucam obrazek zastępczy:

poniedziałek, 20 czerwca 2016

I jeszcze jeden news - nowe opowiadanie Ligottiego po polsku

Wprawdzie bardzo chciałem, ale póki sama "Histeria" tego nie ogłosiła, nie mogłem, ale teraz już mogę - otóż, w lipcowym numerze pisma polską premierę będzie też mieć opowiadanie samego Mistrza - "Koszmarna sieć", którą miałem zaszczyt przetłumaczyć.

Przyznam, że wiele sobie obiecuję po tym numerze, także w związku z Ligottiańskim konkursem literackim - przede wszystkim, że będzie jakimś podsumowaniem stanu polskiego weird fiction AD 2016.

piątek, 17 czerwca 2016

Dom pana Motta - opowiadanie w "Histerii"

Uprzejmie informuję, że w lipcowym wydaniu magazynu "Histeria" będę pełnił - już drugi raz, za co serdecznie histerycznej redakcji dziękuję - honory gościa specjalnego. Tym razem będzie można przeczytać nowe opowiadanie Dom pana Motta, a także napisany przeze mnie artykuł Amorficzne demony wolnego rynku o horrorze korporacyjnym Thomasa Ligottiego. A to nie koniec wieści powiązanych z "Histerią", ale póki co cicho sza.

sobota, 11 czerwca 2016

Pierwsze "Unde malum?"

Już dawno zauważyłem, że hasło "zło" natychmiast uruchamia we mnie serię wspomnień i refleksji związanych z pewnym dramatycznym doświadczeniem z mego dzieciństwa. To dziwne, ale potrząsnęło mną ono mocniej niż wiele innych, z pozoru ważniejszych spotkań z rozmaitymi postaciami zła.

Chodziło zwierzę, biednego, ułomnego (miał wystającą łopatkę), ale najmilszego i najbystrzejszego ze znanych mi dotąd kotów, którego - wówczas ośmiolatek - bardzo kochałem. Tegoż kotka pochwycił kiedyś, pod moją nieobecność, kolega z sąsiedniego podwórka, mój rówieśnik, i po licznych a wymyślnych torturach zatłukł go kamieniami, następnie zaś utopił w stawie. Opowiadano mi później, że zrobił to z zimną krwią, jakby z ciekawości; nie żałował wcale swojego uczynku.

Naturalną rzeczy koleją okropność tej zbrodni jakoś w końcu odbolałem, jej zagadkowość jednak właściwie dręczy mnie nadal. Otóż sprawca był dzieckiem zupełnie normalnym, należycie wychowanym, z porządnej rodziny, chłopcem inteligentnym i zdolnym. Jego nieco starszy brat takoż, tyle że nigdy nie objawił żadnych sadystycznych skłonności. Niedługo po opisanym incydencie na zawsze straciłem z nimi kontakt. Po latach dowiedziałem się, że zabójca mego kota gromadził z biegiem czasu coraz poważniejsze występki, aż skończył jako morderca własnego stryja.

Unde malum? Ta kwestia - właśnie wtedy, choć jeszcze nie po łacinie - stanęła przede mną po raz pierwszy, zmuszając moją dziecięcą głowę do nadmiernego zaiste wysiłku, skoro widziałem, jak dorośli krążyli wokół niej bezradnie, ze zgrozą. Nie wiem, czy zadowalającą odpowiedź na to pytanie, tak właśnie postawione, jest w ogóle możliwa; raczej wątpię. Ale nie bez przyczyny przywołuję tę sytuację, w której zło czyni dziecko, sądzę bowiem, że udziela ona cząstkowej odpowiedzi, ujawnia jedno z ważnych źródeł zła w człowieku.

Jest nim ciekawość. Pamiętam, że najpierw było owo przysłowiowe wyrywanie łapek muchom, by przekonać się, jak też będą sobie radzić na ścianach czy sufitach; potem przychodziła kolej na żaby nadmuchiwane przez słomkę, żeby zobaczyć, czy potrafią po takiej operacji zanurkować. To nie wszystkim jednak moim rówieśnikom wystarczało, łapali wiec koty lub szczury, aby... Tu przerywam oglądanie okropieństw, jakich w dzieciństwie oglądałem niemało. Ich motorem była ciekawość, silnie podszyta instynktem ludycznym, które to cechy pozostają często w stosunku odwrotnie proporcjonalnym do naszych zdolności empatii, zwłaszcza przy niejakim ubóstwie wyobraźni. Choćby z relacji lotników wojskowych wiadomo, jak ciekawy i zabawny może być widok fikających koziołki gdzieś w dole kukiełek sieczonych seriami z broni pokładowej
.

Ireneusz Kania, Moje pierwsze Unde malum? w: Ścieżka Nocy, Kraków 2001

sobota, 14 maja 2016

I kręcą się maski w szybkim szalonym tańcu wokół mnie

Życie przebiega obok człowieka z takim pośpiechem, że ten nadaremnie je nawołuje do zatrzymania się na moment, by mógł z nim omówić, czego ono chce i czemu na nie spogląda. A wtedy przybiegają maski, doznania, co jedna, to bardziej wykrzywiona. Radości - woła człowiek - zdaj mi sprawę z tego, dlaczego się do mnie uśmiechasz! Maska uśmiecha się i umyka. Bólu, pozwól sobie zajrzeć w oczy, dlaczego się pojawiasz! Również on minął. - Gniewie, dlaczego patrzysz na mnie - gdy pytam, ciebie już nie ma.

I kręcą się maski w szybkim szalonym tańcu wokół mnie - wokół mnie, który nazywam się człowiekiem - a ja zataczam się w ich kręgu, od ich widoku kręci mi się w głowie i nadaremnie trudzę się, by pochwycić jedną z nich i zerwać maskę z prawdziwego oblicza; ale one tańczą i tańczą - a ja - cóż mogę począć w tym kręgu? Kim byłbym, gdyby maski miały zniknąć? Dajcie mi zwierciadło, aktorzy karnawałowych widowisk, bym ujrzał sam siebie - mam dość oglądania zawsze tylko waszych mieniących się twarzy. Potrząsacie głową - jak? Czy żadne ja nie pojawia się w zwierciadle, kiedy ja przed nim staję? - czy jestem tylko myślą myśli, snem snu - czy nie możecie mi pomóc w powrocie do ciała, i potrząsacie zawsze tylko waszymi dzwoneczkami, kiedy ja myślę, że to moje? Hu! Straszliwa samotność panuje tu, w Ja, gdy was, maski, zamykam i chcę oglądać siebie samego - wszystko to jest wybrzmiewającym dźwiękiem pozbawionym znikłego tonu, nigdzie przedmiotu i widzę oto - wszak to przecież nicość, co widzę! - Precz jak najdalej od "Ja", tańczcie znów, o maski!

Straże nocne, Bonawentura (August Klingemann) tłum. K.Krzemieniowa

środa, 11 maja 2016

Ogłoszenie parafialne o reorganizacji

Aby wprowadzić nieco porządku w sekcji "tfurczosć własna", utworzyłem osobną podstronę "Publikacje", na której znajdują się informacje na temat rzeczy już przeze mnie opublikowanych, jak i będących w mniej lub bardziej zaawansowanych planach.

piątek, 15 kwietnia 2016

Wszystko i nic

Słaby wiatr poruszał łańcuchem, a zawieszony na nim ciężar kołysał się lekko. Ów bierny kształt posłuszny był każdemu drgnieniu olbrzymich przestworzy; było w tym coś przerażającego; strach, co miesza właściwe proporcje przedmiotów, odbierał mu wymiary pozostawiając tylko sam zarys; wydawał się być jakimś dotykalnym zagęszczeniem ciemności. Cały był uczyniony z otaczającej go dookoła nocy i wyolbrzymiony upiornie przez grozę śmierci. I zmierzchy, i wschody księżyca, i zachodzące za skały konstelacje gwiazd, poruszanie się powietrza i wody, chmury, cała róża wiatrów - wszystko to złożyło się jak gdyby na utworzenie owej dostrzegalnej nicości; bryła ta, kołysząca się byle jak na wietrze, była równie bezosobowa i obojętna co i niebo, i morze; ciemność wchłaniała w siebie to, co było niegdyś człowiekiem. Było to coś, co nie było już niczym.

A to, co pozostało, nie ma swojej nazwy w ludzkim języku. Nie istnieć już, a trwać, być w otchłani i poza otchłanią, jak korek na wodzie unosić się na powierzchni śmierci - zaiste rzeczywistość taka ma w sobie coś z nieprawdopodobieństwa. Jakże ją więc określić ludzką mową? Istota owa - lecz czyż była to jeszcze istota? - ów czarny świadek był jakimś szczątkiem, jakimś straszliwym szczątkiem. Szczątkiem czegóż to? Był to szczątek i natury, i społeczeństwa. Wszystko i nic.

Victor Hugo, Człowiek śmiechu, przeł. Hanna Szumańska-Grossowa.

wtorek, 12 kwietnia 2016

Gardziel

Czasami śni mi się zachodzące Słońce, a właściwie nie ono (nie jest najważniejsze), tylko to, co ukrywa się za nim – coś, czego obecność przeczuwam, ale nie jestem w stanie w żaden sposób uchwycić. Śni mi się przeczucie wielkiej, czarnej gardzieli, w którą spływają światło i wody oceanów. Wiecznie głodna i nienasycona, z której dobywa się ryk przenikający wszystkie miejsca.

U bram dnia kłapnięciami czarnej paszczy znaczy zamknięcie się koła.

I chłonie ten rwący, czarny nurt, który będzie podmywać brzegi, aż zabierze ze sobą wszystkie ciała tego świata.

(Korona Pana ulepiona jest z pyłu)