środa, 28 września 2016

Jeszcze trochę o NMW

Nad Nie ma wędrowca pochyliła się Olga Kowalska z Wielkiego Buka, poświęcając książce sporo ciepłych słów, za co bardzo dziękuję. Poniżej możecie zobaczyć videorecenzję:



Można też zapoznać się z wersją tekstową. Oprócz tego książce parę zdań poświęcił Paweł Richert na blogu Pożeracz Światów. Również jemu - dziękuję.

wtorek, 27 września 2016

Nic z rzeczy, które dzieją się tu, nie ma znaczenia dla rzeczy, które dzieją się tam

Kiedy 5 lutego 1994 roku pociski moździerzowe spadające na targ Markale w oblężonym Sarajewie rozerwały sześćdziesiąt osiem osób, Pan Bóg był zajęty regulowaniem obrotów galaktyk. Miliardy miliardów miliardów trybików zegara Wszechświata wymaga nieustannej kontroli. A tam, to tylko sześćdziesiąt osiem osób. Cóż, nic. Przecież.

Przecież.

Kiedy Turcy dokonywali ludobójstwa Ormian, gdy Niemcy uruchomili fabryki ludzkich chmur, gdy, gdy, gdy (wstaw sprawców i liczbę ofiar), Pan Bóg miał na głowie wiele ważniejszych spraw. Nieustanną inwentaryzację; wykreślanie z rejestru umarłych gwiazd, doglądanie obłoków molekularnych, ocenę ich potencjału. Aktualizację listy światów przychodzących i światów odchodzących. Klasyfikację, prognozy. To jest przecież ważne.

Ziemia, mały okruch krążący wokół zupełnie przeciętnej gwiazdy (trudno było Panu Bogu choćby zwrócić na nią uwagę, gdy tuż obok, w tej samej, całkiem przeciętnej galaktyce, krążył o wiele ciekawszy okaz, który znamy pod nazwą UY Scuti), incydentalny pyłek kurzu, z krótkim czasem trwania. Któż mądry traciłby czas na nadstawianie uszu.

Przecież.

Przecież zderzają się ze sobą galaktyki, dyfundują całe światy. Jakże nie zatracić się w zachwycie nad tańcem gromad, nad grą niewyobrażalnego zimna i jeszcze bardziej niewyobrażalnego ognia. Nad głuchym lamentem materii w dyskach akrecyjnych, nad dźwięcznym echem pierwszej chwili, mknącym we wszystkie strony, zupełnie na oślep.

środa, 31 sierpnia 2016

Nie ma wędrowca - 28.09.2016

Uprzejmie informuję, że Nie ma wędrowca ukaże się 28.09.2016.

W położonym na odludziu tartaku zwanym Bazą pracę podejmuje nowy stróż nocny. Dręczony nienazwaną traumą mężczyzna szybko wnika w historię pełnego tajemnic życia swojego zmarłego poprzednika, świadka dramatycznych wydarzeń z przeszłości. Tymczasem nadciąga zima, a wraz z nią skryte w zamieci widma; niesione lodowatym wiatrem echa popełnionych tu niegdyś zbrodni. Zima, w której śnieżnych objęciach wędrują ramię w ramię i prawda, i śmierć.

piątek, 19 sierpnia 2016

Rozmowa w "Misterium Grozy"

Zupełnie zapomniałem zapowiedzieć tutaj, a przecież do rozmowy na falach Radia Panteon w audycji "Misterium Grozy" zaprosił mnie Krzysztof "Korsarz" Biliński. Ucięliśmy sobie miłą pogawędkę, którą można odsłuchać pod poniższym linkiem. Wśród tematów rozmowy pojawił się i Thomas Ligotti, i ostatnia "Histeria", i temat pewnej jednej nagrody, po której w "branżowych" dyskusjach zwykłem jeździć walcem, i trochę o planach wydawniczych.

wtorek, 26 lipca 2016

Nowa Histeria

Uprzejmie informuję, że można już pobrać lipcowe wydanie Magazynu Histeria, w którym znajduje się opowiadanie Thomasa Ligottiego Koszmarna sieć, w moim tłumaczeniu, dedykowane mistrzowi weird teksty konkursowe oraz nowe opowiadanie mojego autorstwa - Dom pana Motta oraz krótki artykuł o horrorze korporacyjnym.

poniedziałek, 11 lipca 2016

Nie ma wędrowca

Myślę, że mogę już ogłosić: Nie ma wędrowca ukaże się na jesień nakładem C&T, w serii "Biblioteka Grozy". Okładkę maluje Kaja Kasprowicz, nieocenioną pracę redakcyjną wykonał Mateusz Kopacz. Powieść nie będzie długa, ok 16o-176 stron. Póki nie ma okładki, wrzucam obrazek zastępczy:

poniedziałek, 20 czerwca 2016

I jeszcze jeden news - nowe opowiadanie Ligottiego po polsku

Wprawdzie bardzo chciałem, ale póki sama "Histeria" tego nie ogłosiła, nie mogłem, ale teraz już mogę - otóż, w lipcowym numerze pisma polską premierę będzie też mieć opowiadanie samego Mistrza - "Koszmarna sieć", którą miałem zaszczyt przetłumaczyć.

Przyznam, że wiele sobie obiecuję po tym numerze, także w związku z Ligottiańskim konkursem literackim - przede wszystkim, że będzie jakimś podsumowaniem stanu polskiego weird fiction AD 2016.

piątek, 17 czerwca 2016

Dom pana Motta - opowiadanie w "Histerii"

Uprzejmie informuję, że w lipcowym wydaniu magazynu "Histeria" będę pełnił - już drugi raz, za co serdecznie histerycznej redakcji dziękuję - honory gościa specjalnego. Tym razem będzie można przeczytać nowe opowiadanie Dom pana Motta, a także napisany przeze mnie artykuł Amorficzne demony wolnego rynku o horrorze korporacyjnym Thomasa Ligottiego. A to nie koniec wieści powiązanych z "Histerią", ale póki co cicho sza.

sobota, 11 czerwca 2016

Pierwsze "Unde malum?"

Już dawno zauważyłem, że hasło "zło" natychmiast uruchamia we mnie serię wspomnień i refleksji związanych z pewnym dramatycznym doświadczeniem z mego dzieciństwa. To dziwne, ale potrząsnęło mną ono mocniej niż wiele innych, z pozoru ważniejszych spotkań z rozmaitymi postaciami zła.

Chodziło zwierzę, biednego, ułomnego (miał wystającą łopatkę), ale najmilszego i najbystrzejszego ze znanych mi dotąd kotów, którego - wówczas ośmiolatek - bardzo kochałem. Tegoż kotka pochwycił kiedyś, pod moją nieobecność, kolega z sąsiedniego podwórka, mój rówieśnik, i po licznych a wymyślnych torturach zatłukł go kamieniami, następnie zaś utopił w stawie. Opowiadano mi później, że zrobił to z zimną krwią, jakby z ciekawości; nie żałował wcale swojego uczynku.

Naturalną rzeczy koleją okropność tej zbrodni jakoś w końcu odbolałem, jej zagadkowość jednak właściwie dręczy mnie nadal. Otóż sprawca był dzieckiem zupełnie normalnym, należycie wychowanym, z porządnej rodziny, chłopcem inteligentnym i zdolnym. Jego nieco starszy brat takoż, tyle że nigdy nie objawił żadnych sadystycznych skłonności. Niedługo po opisanym incydencie na zawsze straciłem z nimi kontakt. Po latach dowiedziałem się, że zabójca mego kota gromadził z biegiem czasu coraz poważniejsze występki, aż skończył jako morderca własnego stryja.

Unde malum? Ta kwestia - właśnie wtedy, choć jeszcze nie po łacinie - stanęła przede mną po raz pierwszy, zmuszając moją dziecięcą głowę do nadmiernego zaiste wysiłku, skoro widziałem, jak dorośli krążyli wokół niej bezradnie, ze zgrozą. Nie wiem, czy zadowalającą odpowiedź na to pytanie, tak właśnie postawione, jest w ogóle możliwa; raczej wątpię. Ale nie bez przyczyny przywołuję tę sytuację, w której zło czyni dziecko, sądzę bowiem, że udziela ona cząstkowej odpowiedzi, ujawnia jedno z ważnych źródeł zła w człowieku.

Jest nim ciekawość. Pamiętam, że najpierw było owo przysłowiowe wyrywanie łapek muchom, by przekonać się, jak też będą sobie radzić na ścianach czy sufitach; potem przychodziła kolej na żaby nadmuchiwane przez słomkę, żeby zobaczyć, czy potrafią po takiej operacji zanurkować. To nie wszystkim jednak moim rówieśnikom wystarczało, łapali wiec koty lub szczury, aby... Tu przerywam oglądanie okropieństw, jakich w dzieciństwie oglądałem niemało. Ich motorem była ciekawość, silnie podszyta instynktem ludycznym, które to cechy pozostają często w stosunku odwrotnie proporcjonalnym do naszych zdolności empatii, zwłaszcza przy niejakim ubóstwie wyobraźni. Choćby z relacji lotników wojskowych wiadomo, jak ciekawy i zabawny może być widok fikających koziołki gdzieś w dole kukiełek sieczonych seriami z broni pokładowej
.

Ireneusz Kania, Moje pierwsze Unde malum? w: Ścieżka Nocy, Kraków 2001